Rutyna doju to pięta achillesowa wielu gospodarstw wyspecjalizowanych w produkcji mleka.
Chcąc oszczędzić czas dojenia, często idziemy na skróty, co w rezultacie niczego nie przyśpiesza, a wręcz może powodować szereg problemów. Podpowiadamy, jakich błędów uniknąć, by nie tracić czasu i pieniędzy.
Dój to czynność, która dziennie pochłania kilka godziny. W wielu gospodarstwach pojawia się, więc automatyzacja, która ma przyśpieszyć proces doju. Wszystko z pozoru zapowiada się dobrze, szczególnie że zaczynamy doić nawet sto krów w godzinę. W praktyce zdarza się jednak, że nie wszystko idzie tak „gładko”.
Kiedy zwierzęta są niespokojne, zrzucają aparaty udojowe i sam dój zaczyna się wydłużać, zauważamy, że coś poszło niezgodnie z planem. Do tego w stadzie pojawiają się nowe przypadki mastitis, w mleku jest coraz więcej komórek somatycznych, a razem z nimi rosną straty finansowe. Przecież nie tak miało być. Gdzie zatem szukać źródła problemu? W takiej sytuacji warto przyjrzeć się zarówno pracy aparatów udojowych (tutaj piszemy więcej o tym temacie), jak i higienie oraz rutynie doju.
1
Dój zaczyna się jeszcze przed podłączeniem aparatów udojowych
Pierwszym elementem wpływającym na dój jest odpowiednie postępowanie jeszcze przed podłączeniem aparatów udojowych. Choć może się wydawać, że są to odrębne kwestie, to jednak mają ze sobą wiele wspólnego. Wszystko bowiem zaczyna się jeszcze przed sprowadzeniem krów do doju. Zwykle zwierzęta są sprowadzane w za dużym pośpiechu. Do tego niepotrzebne nerwy i krzyki.
Krowy nie pozostają obojętne na zachowanie ludzi. Wydziela się u nich hormon stresu i adrenalina. To pierwotny instynkt, który sprawia, że gdy czują się zagrożone, uciekają. W takiej sytuacji trudno o sprawny przepływ mleka. Niekiedy zestresowana krowa wymaga nawet podawania oksytocyny, wierci się, czy zrzuca aparat udojowy, a czas ucieka.
2
Zwróć uwagę na czystość w oborze
Kolejnym pomijanym elementem jeszcze przed dojeniem jest czystość w oborze, która ma ogromny wpływ na higienę samego doju. Jeśli krowy przebywają na zabrudzonych stanowiskach, z których odchody nie są regularnie wygarniane, nie ma fizycznej możliwości, by ich wymiona były czyste. Jeśli wymię jest zabrudzone, istnieje podwyższone ryzyko przedostania się do jego wnętrza bakterii przez zwieracze strzyków, a to już krótka droga do nowej infekcji i mastitis.
Potwierdzają to badania[1], które wykazują, że w gospodarstwach, gdzie dominują krowy o czystych wymionach, produkcja mleka charakteryzuje się niższą zawartością komórek somatycznych w porównaniu do gospodarstw, gdzie odsetek krów z brudnym wymieniem jest wyższy. Różnica ta sięga aż 78 000 komórek somatycznych na mililitr w przypadku mleka zbiorczego.
3
Zbyt szybkie podłączanie aparatów
Im szybciej, tym lepiej – w przypadku doju ta zasada niestety powoduje wiele szkód. Jeśli krowy zostaną w pośpiechu sprowadzone na dój, a następnie jak najszybciej podłączone do aparatów udojowych, mleko płynie przez chwilę, a następnie zwalnia… a nawet przestaje płynąć i efektywny dój zaczyna się dopiero po chwili – jest to tak zwany pustodój początkowy. To kolejne cenne minuty, które tracimy każdego dnia.
Co więcej, gdy na strzyki wywierany jest duży nacisk w trakcie niskiego przepływu mleka, wzrasta ryzyko ich uszkodzenia, a co za tym idzie może dojść do zakażenia wymienia i strat mleka. Zatem pośpiech w tym wypadku wcale się nie opłaca.
Dlaczego tak się dzieje? W takiej sytuacji dochodzi do pustodoju, ponieważ aparaty udojowe zostały zbyt szybko założone. By mleko płynęło bez przestojów, wymiona krów muszą być wcześniej odpowiednio stymulowane, co pomaga w uwalnianiu oksytocyny i wydzielaniu mleka.
4
Nie oszczędzaj czasu na higienie
Dobra wiadomość jest taka, że za stymulację możemy uznać już czynności i procedury higieniczne przed dojem. Idealnie gdy trwają one 60-90 sekund – to wystarczający czas, by zadziałał płyn stosowany do predippingu. Po optymalnym czasie, zalecanym przez producenta, należy usunąć płyn ze strzyków czystym ręcznikiem (najlepiej jednorazowym), zachowując zasadę jeden ręcznik – jedna krowa, co pomoże w uniknięciu przenoszenia infekcji między zwierzętami. W tym miejscu warto wspomnieć, że jest to czynność, która może pomóc w redukcji liczby bakterii na wymieniu aż o 90%! Im czystsze wymię, tym mniejsze straty mleka.
Preddiping ma więc podwójną korzyść – nie tylko pomaga w skutecznym oczyszczeniu wymienia, ale też sprawia, że zwierzęta przyzwyczajają się do rutyny doju.
Z czasem sam dźwięk dojarki będzie sprawiał, że krowy zareagują uwalnianiem oksytocyny i cały proces doju będzie przebiegał sprawniej.
5
Powolny dój, by wydoić „do końca”
Na koniec musimy odnieść się też do tematu pustodoju, czyli sytuacji, gdy aparat udojowy pracuje, ale mleko nie jest już uwalniane. W wielu gospodarstwach panuje bowiem przekonanie, że krowy trzeba doić „do zera”, przez co znacznie wydłuża się czas doju.
Co więcej, gdy mleko nie jest już uwalniane, istnieje największe ryzyko uszkodzenia strzyków. Przez wyniszczone strzyki do wymienia dostają się bakterie i z łatwością dochodzi do zapalenia wymienia. Nie dość, że wydłużamy dój bez potrzeby, ponieważ nie uzyskujemy więcej mleka, to jeszcze narażamy zwierzęta na większe ryzyko mastitis.
Błędy, o których piszemy, można i da się skutecznie wyeliminować. W gospodarstwach produkujących mleko, z którymi współpracujemy, samo wyeliminowanie pustodoju pozwoliło na oszczędność czasu, która po zsumowaniu daje (nawet) dwa tygodnie wolnego – tyle realnie możemy zyskać, eliminując ten jeden błąd! Zmiany w rutynie i higienie doju to także lepsze zdrowie krów, mniej przypadków mastitis i mniej komórek somatycznych w mleku, czyli mniej strat. Podsumowując, gdy dbamy o zdrowie stada podczas doju, poprawiamy nie tylko jego kondycję, ale też efektywność całego procesu. Warto wdrażać sprawdzone praktyki, które przynoszą dobre rezultaty i widoczne zmiany.
[1] Dohmen W., Neijenhuis F., Hogeveen H., 2010 – Relationship between udder health and hygiene on farms with an automatic milking system. Journal of Dairy Science. 93, 9, 4019-4033